brattvaag

brattvaag

KIM JEST RENIFEROWA?

Mieszkam na wyspie. Bywa, że woda leje się z nieba, deszcz pada poziomo, a wiatr chce urwać głowę. Ale gdy wyjdzie słońce, woda w fiordzie zaczyna mienić się kolorami, czas staje w miejscu. Tu w pełni czuję, że JESTEM. W Norwegii bywałam wcześniej jako turystka, od jesieni 2011 tu jest mój dom.

Na blogu piszę o godnych odwiedzenia zakątkach Norwegii - także tych mniej znanych. Blog to także skrawki naszego emigracyjnego życia. To zapiski przede wszystkim dla naszych dzieci. Ale nie tylko.

Zapraszam!

Reniferowa

poniedziałek, 19 lutego 2018

(279) Spiranza w Norwegii, czyli cena nadziei

Rok 2018 będzie dla pewnej grupy Norwegów najszczęśliwszym z dotychczasowych. To rok obudzonej nadziei. Nadziei na lepszą jakość życia i na DŁUŻSZE ŻYCIE. Tymi, o których mozna powiedzieć, że są szczęśliwi w swoim nieszczęściu, są rodzice dzieci chorych na SMA (rdzeniowy zanik mięśni). Otóż na początku 2018 roku podjęto w Norwegii decyzję, że chorym na SMA dzieciom poniżej 18. roku życia umozliwi się terapię lekiem Spiranza. Jest to pierwszy zatwierdzony lek do leczenia zaniku mięśni rdzeniowych. Lek został zarejestrowany do uzytku w USA w 2016 roku i okrzyknięty przełomem w leczniu SMA. Leczenie jest niezwykle drogie, pierwszy rok terapii to koszt siedmiu milonów koron.
Bardzo ucieszyła mnie wiadomość o udostępnieniu terapii tak wielu młodym pacjentom. Znam rodziców chorującego na SMA dziecka i wiem, jak wygląda życie rodziny, która wszelkie swe działania koncetruje wyłącznie na nim. Mają świadomość, że jego ścieżka zmierza w czarną otchłań. I często wędrują w tę czarną otchłań razem z nim...
Tak, to cud, że te dzieci dostaną teraz pomoc. Ale co z tymi nieco starszymi? A co z dorosłymi? A co, gdybym na SMA chorowała ja lub choroba dopadłaby któregoś z moich bliskich? Gdy pomyślę o cenie leku, próbuję zrozumieć motywy, którymi sie kierowano przy podejmowaniu takiej decyzji. To odwieczny moralny dylemat. Czy życie ludzkie można wycenić? A jeśli tak, to na ile?
Udostępnienie Spiranzy wywołało szeroką dyskusję w mediach. Grupa dorosłych chorujących na SMA pacjentów zaangażowała prawnika Geira Lippestada, który obecnie ocenia, czy istnieje podstawa prawna do ustalenia limitu wieku na leki przedłużające życie.
Będę z uwagą sledzić, jaki sprawa przybierze obrót. Oby korzystny dla wszystkich chorych.

***

Temat służby zdrowia ostatnio bardzo aktualny także dla nas. Pochorowałam się na dobre. Gdy po ponad dwóch tygodniach pobytu w szpitalu wracałam do domu, czułam się, jakbym te szesnaście dni spędziła na innej planecie. Dziękuję Opatrzności za to, że choruję tu, w Norwegii, a nie gdzie indziej. Jestem niezmiernie wdzięczna za opiekę, jaką mnie tu otoczono. Sztab lekarzy, który współpracował, diagnozując mnie, nie miał łatwego zadania. Cały czas czułam sie podmiotem, czułam, że moje zdrowie jest także ich sprawą. Stale towarzyszyło mi uczucie, że za całą tą szpitalną machiną i medycznymi procedurami stoją ludzie, którzy tak po prostu po ludzku są mi życzliwi. Nie przypuszczam, by któryś z opiekujących się mną medyków kiedyś trafił na ten blog. Muszę jednak zakończyć wpis podziękowaniem.

Lekarzom i pielęgniarkom/pielęgniarzom z drugiego oddziału szpitala w Ålesund dziękuję za profesjonalizm, dociekliwość i okazane mi serce!

Wkrótce zostanę babcią. Dzieci wybrały piękne imię dla mojej pierwszej wnuczki. A gdybym kiedyś mogła podpowiedzieć im, jakie imię nadać mojej drugiej wnuczce, na pewno byłoby to imię Marika.
Dziekuję Ci, Mariko, za wszystko!



LINK do artykułu o leku Spiranza w Sunnmøresposten


LINK do artykułu o leku Spiranza w NRK




Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

czwartek, 11 stycznia 2018

(278) Ojoj ten wolny dzień

Głośno ostatnio o pani Anne - Kari Bratten. Jest ona szefową Norweskiego Zrzeszenia Pracodawców SPEKTER (SPEKTER Arbeidsgiverforeningen). Pewnie bym o tym nie pisała, ale jej wypowiedź, która pojawiła się przedwczoraj w mediach oburzyła nie tylko znaczną część Norwegów, ale i mnie. Bo mnie także dotyczy.
Słowem wstępu posłużę się statystyką. W Norwegii 36,8 procent aktywnych zawodowo kobiet pracuje na część etatu. I większość z nich robi to z własnego wyboru. Ja także. Korzystam z dobrodziejstwa jednego dodatkowego dnia i dodam, że moja redukcja etatu to jest minimum, bo wiele kobiet pracuje dwa lub trzy dni w tygodniu.
Pani Bratten, podsumowując powyższe dane, stwierdziła, że większość kobiet pracuje na część etatu, bo wolą spędzić czas na zakupach w centrum handlowym niż pracować.

Jej wypowiedź wywołała reakcje w mediach. A we mnie się zagotowało. Mogłabym powiedzieć, że należy mi się ten dodatkowy wolny dzień po wielu latach pracy w polskiej szkole - rano przy tablicy, a wieczorem z głową pochyloną nad zeszytami, wypracowaniami, sprawdzianami.
Mogłabym tak powiedzieć, ale nie powiem. Bo uważam, że tutaj żadne tłumaczenie nie jest potrzebne. Ja tego wolnego dnia nie dostaję w prezencie, on mnie kosztuje, bo nie dostaję za niego wynagrodzenia.
Prosty rachunek – pracuję mniej, zarabiam mniej.
A od zawartości mojego portfela wara!

TUTAJ LINK do artykułu w Dagens Næreingsliv

Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

poniedziałek, 8 stycznia 2018

(277) Niebo

Działo się od rana. Ktoś nam niebo malował. Najpierw odcieniami bieli, szarości i błekitu. Po południu różem i fioletem.
Mówię do pewnej kochanej czterolatki: Patrz w niebo. Kto je tak pomalował?
A ona patrzy zamyślona w te cuda nad nami i, zupełnie ignorując moje pytanie, odpowiada: Patrz, to twoja mama macha z nieba.

Tak, może to Mama macha do mnie ręką.
A może to jakaś inna istotka macha łapką i merda ogonem.

***

Takie niebo nade mną w drodze z pracy.










Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

piątek, 29 grudnia 2017

(276) Romjul

Świąteczna gwiazdka od Uli

Romjul rozpoczyna się 27 grudnia (tu ten dzień nazywa się tredje juledag, czyli trzeci dzień świąt Bożego Narodzenia), kończy zaś w ostatnim dniu roku. Szkoły i uczelnie są zamknięte. Kto może, bierze urlop lub avspaseruje (czyli odbiera nadpracowane wcześniej godziny). A nawet jeśli idzie się do pracy, to dni wyglądają inaczej niż zwykle. Długie spotkania przy kawie i smakołykach, spokojne rozmowy, dzielenie sie opowieściami o rodzinnych świątecznych spotkaniach. Ci, którzy mają wolne, odwiedzają bliskich, wyjeżdżają na narty, do hytty albo po prostu siedzą w rozświetlonych choinkami i świecami domach, popijając gløgg i zajadając ciasto. Popularnym deserem jest riskrem med rødsaus czyli ugotowany na miękko ryż wymieszany z ubitą kremową śmietaną, polany musem z malin. Kiedyś popularny była zwyczaj å go julebukk. Był to odpowiednik naszej tradycji kolędników chodzących od domu do domu, śpiewających kolędy i obdarowywanych słodyczami.

Pracownicy norweskich szpitali nie mają więcej pracy w święta ani w romjula, tu nie oddaje sie babci czy dziadka na przechowanie do szpitala, bo samemu ma się zaplanowany wyjazd w góry. Jest to z pewnością wynik dobrego systemu opieki nad ludźmi starszymi w Norwegii. Tu osoby, które wymagają opieki i pomocy w codziennej egzystencji, mieszkają w specjalnie do tego przygotowanych placówkach. Tam organizuje sie im dzień tak, by nie było czasu na nudę. W każdej chwili może odwiedzać ich rodzina. Starsi ludzie zabiegają o to, by dostać sie do takiego domu opieki. I tu w Norwegii na święta rodziców się zabiera z takiego domu, a nie odsyła do szpitala.

Trwa romjul, każdego dnia trochę świętujemy, a dziś to nawet bardziej, bo okazja ku temu szczególna. Szkoda, że jubilata tu z nami nie ma. Posyłamy serdeczności za ocean!

I Wam, którzy tu zaglądacie, życzę, by rumjula trwała jak najdłużej.


Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

czwartek, 28 grudnia 2017

(275) Po świętach

Święta były dosyć chłodne i śnieżne. Spędziliśmy je bez dzieci. Towarzyszył nam wiernie nasz czworonóg. Dostało mu się trochę smacznych kąsków, co niestety odchorował. Taki jak on staruszek wymaga ścisłej diety i każde od niej odstępstwo może skończyć się niepotrzebnym cierpieniem. Starzeje się w szybkim tempie, a przez ostatnie tygodnie to wręcz błyskawicznie. Nie ma już siły na dłuższe spacery, bieganie za patykiem poszło w odstawkę, wybiera prostą drogę, kamienie obchodzi bokiem. Nawet mniej żebrze o jedzenie. Oduczył się swojej miny pod tytułem "Głodzą mnie! Od miesiąca nic nie jadłem!" Teraz jest to raczej "Jecie coś? To może i mnie jakiś kąsek wpadnie?" Ale juz bez tych dramatycznychh psich ochów i achów. Nasz psiak jest żywym, merdającym ogonem przykładem na to, jak szybko można z okazu zdrowia zamienić się w niedołężnego starca. Nam ku refleksji.

Dziś kolejny mroźny, słoneczny dzień. Co prawda słońce szybko chowa się za upudrowanymi śnieżnym puchem szczytami Sunnmorskich Alp, ale zawsze to choć troszkę nam rozświetli te nasze zmęczone ciemnością, deszczem i wiatrem twarze. Mamy swoją wydeptaną trasę tu na wyspie. Długi spacer po skrzypiącym pod butami śniegu, czerwone od mrozu policzki i to miłe zmęcznie, które sprawia, że zaraz po powrocie do domu umawiamy się na kolejny spacer. Jutro. A propos marznących nosów, to tu w Norwegii bardzo popularne jest stosowanie specjalnego kremu na takie mroźne dni, a szczególnie chroni się twarze dzieci, które na świeżym powietrzu spędzają dużą część dnia. Taki kuldekrem (kulde - zimno) kupuje się w aptece. Wróciliśmy do naszego ciepłego domu, odgrzaliśmy pierogi i barszcz i obejrzeliśmy kolejny odcinek Wallandera. Nie chcę dziś myśleć o zabitych w Syrii, o zaginionych w górach turystach, o cynicznych politykach, czy nieuczciwych pracodawcach. Mam teraz romjul, mam oddech od tego, co poza naszą wyspą, poza naszym ciepłym domem.
Chwilo, trwaj!

Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

niedziela, 24 grudnia 2017

(274) Wigilijne rozmyślania


Wigilia 2017

Przy lepieniu uszek wspominałam czas, co już nie wróci... To nasza druga wigilia bez dzieci. Myślałam, że będzie trudniej. Dziękuję Opatrzności za wifi, skypa, messengera. Przytulić ich się nie da i tego nie zastąpi nadłuższa rozmowa. Ale bez tych rozmów to byłyby smutne święta.
Aura nas nie rozpieszcza. Nim zrobi się jasno, zdąży już się ściemnić. No i można by tak codziennie ponarzekać na pogodę. Ale życie weryfikuje nasze spojrzenie na tego typu problemy. Jak posłucham kogoś, kto uciekł z wojennego piekła, by odnaleźć tu w Norwegii pokój, spokój i wyciągnięte do pomocy ręce, to zaczynam wręcz złościć sie na swoje głupie czasem biadolenie, bo akurat wiatr mi donice na tarsie poprzestawiał.
Jest tyle powodów do radości:
- oczekujemy na wspaniałą nowinę zza oceanu (a nawet dwie),
- u mego boku najcierpliwszy wśród reniferów Renifer,
- mam dzieci, które chcą dzielić się ze mną obrazkami ze swego życia (wiem, że to nie cały obraz, ale ten teraz należy już tylko do Was, Kochani,
- mam niezwykle przyjazny i wpierający zespół w pracy (z takimi ludźmi można góry przenosić!),
- dni stają się dłuższe i dłuuuuższe,
- uszka tu i za oceanem się pięknie ulepiły,
- zapowiadany orkan do nas nie dotarł...

Niech ten kolejny rok będzie dla Was i dla nas łaskawy! Zdrowie, zdrowie, zdrowie i wifi, skype, messenger;)


Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

środa, 20 grudnia 2017

(273) Przedsmak świąt

Przyjechała dziś do nas T. Co roku piecze bożonarodzeniowe chlebki i rozwozi je przyjaciołom i znajomym. Wiem, że ma tyle spraw na głowie, jednak co roku myśli o obdarowaniu innych. To taki ciepły, pachnący przedsmak świąt.

Dobrych świąt, kochana T!
God jul, kjære T!

Dobrych świąt Wam, którzy tu zaglądacie!

Reniferowa

sobota, 16 grudnia 2017

(272) Zajrzyj do pralki, zanim ją włączysz

Odzież wełniana jest niezwykle popularna w Norwegii. To nie tylko grube wełniane swetry, ale także bluzki, podkoszulki, bielizna i oczywiście skarpety. Z programu do prania wełny korzysta się tu bardzo często. W NRK opisano niewiarygodną historię mieszkającego w Oslo kota o imieniu Zero. Mruczek ułożył się wygodnie w pralce na stercie prania, a nieświadomy niczego właściciel włączył program do prania wełny. Kot przeżył, ratowano go dwa dni. Z czworonogów wolę zdecydowanie psy, ale ta histora nadal wywołuje u mnie dreszcz przerażenia.

Tutaj LINK do artykułu na NRK


Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

środa, 1 listopada 2017

(271) Wszystkich Świętych w Norwegii

Wszystkich Świętych (Allehelgensdag) jest normalnym dniem pracy w Norwegii. Nie odwiedza się cmentarzy, nie pali świec. Być może zmieni się to z czasem, gdy na norweskich cmentarzach pojawi się więcej polskich grobów. Bo my, Polacy, choć bardzo solidni i pracowici, jesteśmy - jak inni - śmiertelni.

Moi nabliżsi wiedzą, że nie chcę mieć grobu. Moje prochy będą rozsypane nad fiordem. Nigdzie się na razie nie wybieram, ale wolę przy okazji święta o tym przypomnieć. A jak macie Kochani zapalić świeczkę, to zapalcie ją w domu. A do tego szklaneczka głogu z cynamonem i goździkami. W deszczowy, jesienny wieczór, jak znalazł.

Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa

wtorek, 24 października 2017

(270) Co z wynikami badań, czyli los pacjenta w Norwegii

Jesli fastlege (lekarz pierwszego kontaktu) lub specjalista skieruje cię na badanie, to nie licz na to, że wynik tego badania otrzymasz do ręki. Tutaj funkcjonuje to tak, że rezultaty przesyłana są do lekarza kierującego. Jeśli lekarz po zapoznaniu się z wynikami uzna, że sprawa jest pilna, czyli coś jest nie tak, jak być powinno, to zaprosi cię na wizytę listem lub telefonicznie. Jeśli wyniki są w opinii lekarza dobre, to powiadomi cię listem lub sms-em, że wszystko jest ok.
Albo nie powiadomi wcale... I wtedy zmagasz się z niepewnością, czy na pewno wszystko jest w porządku, czy oby ktoś o tobie nie zapomniał.
Troche tęsknię za samodzielnym odbieraniem wyników. Bo nie ma ludzi, w tym lekarzy, nieomylnych.

Być może w innych częściach Norwegii funkcjonuje to inaczej, Jesli tak, dajcie, proszę, znać.

Pozdrawiam, ha det bra!
Reniferowa